Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 047 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


NIESPODZIANKI Z KRAKOWA

piątek, 22 stycznia 2016 17:07

Znalazłem zaskakujące dla mnie informacje o Hausnerach z Bronowic Małych, ale nie spokrewnionych z moim dziadkiem Albinem.

 

W gazecie "Polonia" z dn. 30 marca 1937 roku opublikowano ślubną zapowiedź:

 

Podaje się do ogólnej wiadomości, że 1. nieżonaty, podurzędnik pocztowy Edmund Karol Hausner zamieszkały w Krakowie, Małe Bronowice nr 205, syn urzędnika kolei państwowej Edmunda Hausnera i żony jego Marii z domu Szopa obojga zmarłych; ostatnio zamieszkałych w Krakowie. 2. niezamężna pomocniczka handlowa Rozalia Urbańczykówna, zamieszkała w Radzionkowie, ulica Zielona 5, córka inwalidy górniczego Franciszka Urbańczyka i żony jego Józefy z domu Sikora zamieszkałych w Radzionkowie chcą zawrzeć związek małżeński.

 

W 1926 roku wspólnikiem firmy "Nordia Hawe" w Dziedzicach był Ernest Hausner. Z kolei Edmund Dąbrowa w artykule "Z dziejów zabierzowskiej gwoździarni" ("Małopolska", 2011) napisał, że w czerwcu 1925 roku Herman Kamsler sprzedał fabrykę gwoździ w Zabierzowie Jakubowi Wasserbergerowi (20% udziałów), Róży Abeles (45%) i Franciszce Hausner (35%). Prokurentami fabryki zostali: Albert Abeles, kierownik produkcji i Leopold Hausner, inżynier. W 1946 roku fabryka Abeles, Hausner i Ska znalazła się wśród przedsiębiorstw przejmowanych przez państwo. Z niej powstała Zabierzowska Fabryka Maszyn.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1992. ADAM STAFIEJ - MARYNARZ I "TATARSKI KSIĄŻĘ"

sobota, 04 lutego 2012 13:48

 

Niezwykle barwną postacią był Adam Stafiej. Zapalony żeglarz snuł wiele opowieści i anegdot. W rzeszowskim mieszkaniu miał bogatą kolekcję książek i albumów o tematyce morskiej. Ta pasja zapędziła go nad jezioro Rożnowskie gdzie z gliny postawił niewielki domek, który – jak sam pisał w liście - „jesienią [1983] otrzymał nowe pokrycie dachowe, nową komórkę, porządek i czystość na obejściu i przy wejściu, dużo drzewa do palenia i rozpałki – ½ tony węgla – parę kloców do dalszych prac remontowo-budowlanych”. Stąd chyba nad morze los zagnał syna Krzysztofa, który próbował podjąć studia na Wyższej Szkole Morskiej, a potem wojsko odsłużył w Marynarce Wojennej.

*

Adam wyznawał życiową filozofię, z której wynikało, że nie można normalnie żyć bez czystej i zdrowej wody, dobrej muzyki, dobrej literatury, poezji, Wiary i Nadziei, Miłości, słońca i wiatru, wolności, uznania za pracę, pamięci człowieka o człowieku. Opowiadał o swojej babci, która przeżyła lata 1939-1941 w podzielonym Sanem Przemyślu, między Niemcami a Sowietami. Twierdził, że rodzina Stafiejów jest pochodzenia tatarskiego. Zmarł w roku 1992. Leży w rodzinnym grobie na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. W 2008 roku dołączyła do niego ciocia Ela.

*

Jolanta Hausner zasnęła w lutowy, zimny wieczór roku 1994. Zmarła 13 marca. Zbigniew Hausner nigdy się z tym nie pogodził. Zaczął odchodzić w marcu 2006 roku i zasnął rok później 7 lipca w Modlniczce. Obydwoje spotkali się w cieniu drzew na Salwatorskim Cmentarzu.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

ROK 1989. SPOTKANIA U BABCI "KULECZKI" - ANIELI Z KOZUBÓW HAUSNEROWEJ

niedziela, 20 listopada 2011 17:04

 

Mimo, że rodzina w latach sześćdzesiątych rozproszyła się po różnych miejscach to przynajmniej raz w roku dochodziło do spotkań. Do „babci kuleczki” – Anieli Hausnerowej – Elżbieta i Zbigniew z rodzinami przyjeżdżali na kolację wigilijną, na święta Bożego Narodzenia. Przy dużym, rozkładanym, dębowym stole siadali wszyscy zjadając dwanaście wigilijnych potraw – czerwony barszcz z uszkami, zupę grzybową, fasolkę z gotowaną kapustą, o jedynym niepowtarzalnym smaku powstałym z pomieszania leśnych grzybów i tłuszczu smażonego karpia, kompot z suszonych śliwek i wyśmienite ciasta. Kiedy dzieci były mniejsze śpiewano kolędy, a pod choinką pojawiały się jakieś drobiazgi od „aniołka”. Na wszystko spoglądał ze szkicu wykonanego ołówkiem Albin.

*

Nie jeden raz trzeba było przed 6 rano wyjść do Kowalika po świeży, pachnący chleb. Znikał z półek jeszcze ciepły bardzo szybko. Do dzisiaj rodzinne spotkania są osładzane smakołykami z cukierni Antoniego Lisickiego. Pan Antoni już nie żyje, ale cukiernia istnieje nadal, prowadzona przez dzieci. Tradycje firmy sięgają 1939 roku. Po wojnie zajmowała duży lokal przy Placu Wolnica 3. Pod rządami komunistów wrogami byli nawet cukiernicy – stąd aresztowanie i utrata większej części cukierni. Odrodziła się w marcu 1959 roku przy ul. Bronowickiej. Dzięki temu już trzecie pokolenie bronowiczan ma możliwość oglądania i smakowania misternych konstrukcji z lukru, tortów, ciast, kremówek i lodów.

*

Aniela zmarła w roku 1989 mając lat 90 i spoczęła na malowniczym Cmentarzu Salwatorskim obok swoich rodziców. Miejsce spotkań zniknęło po śmierci Barbary w roku 1997, która spoczęła w Krakowie-Batowicach.

*

W małym mieszkaniu było wiele przedmiotów i sprzętów z dawnego domu. Dębowy stół. Kredens stołowy. Szafa biblioteczna znalazła swoje miejsce w... piwnicy. Olejny portret Mariana Kozuba. Tatrzański Mnich i Morskie Oko; przy drzwiach wejściowych  na szkle malowane sceny góralskie i zbójnickie. Duży żyrandol z mosiądzu i kryształu.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1984. DOMOWY JADŁOSPIS

czwartek, 10 listopada 2011 9:45

 

Soboty, niedziele, święta poza wypadami, włóczęgami, wyprawami znaczone były spotkaniami przy stole. Potrawy były zwyczajne, ale pozostawiały ślad na języku.


Nie wiadomo czy pasztet był z zająca, z gęsi, czy wieprzowy. Jego smak był tajemnicą Mamy. Trochę boczku i pewnie mieszanina mięs. W czasach kartek na żywność pojawiła się konina, po którą trzeba było jeździć pod Skawinę. Kiedy w kuchni Tata przykręcał maszynkę do mięsa było wiadomo, że wkrótce na półmisku na stole wyląduje rodzinny przysmak. Mięso mieszane z pieprzem, liśćmi bobkowymi, zielem angielskim, garstką suszonych grzybów, jajkami wypełniało blaszaną formę, w której na co dzień gościło drożdżowe ciasto. Wcześniej to wszystko się gotowało rosiewając zapachy po wszystkich domowych zakamarkach. Przygotowany do pieczenia pasztet  zamieszkiwał na godzinę, dwie w rozgrzanym piekarniku.

*

Od czasu do czasu gotował się wielki garnek bigosu. Suszone grzyby z własnego zbioru (a było to ulubione wakacyjne zajęcie), kapusta, kiełbasa obsmażona na patelni, kawałki mięsa, boczek, pomidory, przyprawy wpadające pod rękę – długo gotowane tworzyły rozmaitość smaków, niemożliwych do opisania. Jedzenie na sobotę, na niedzielę, a najlepsze było to co pozostało do poniedziałku.


W jadłospisie gościły zupy: grzybowa, pomidorowa, jarzynowa, żurek, barszcz biały i czerwony zabielany. Obok w kolejce stały kotlety mielone cielęce, ale także z koniny i wieprzowiny, „bitki”, schabowy z kością, „gołąbki” z kaszą i mięsem, ruskie pierogi. Towarzyszyła im mizeria z ogórków ze śmietaną, tarte na gładko czerwone buraki zasmażane i zabielane, gotowana i utarta marchewka.


Z tą ostatnią wiąże się przypowieść wychowawcza o tym jak nauczyć upartego pięciolatka jeść także to czego nie lubi. To było jeszcze w mieszkaniu przy ul. Komorowskiego. Na obiad „niesmaczna” marchewka. Tata mówi do mnie: - nie jesz, to dziękujemy, dostaniesz na kolację. „Malec” głodny i zbuntowany wstaje od stołu. Kolacja. Czeka marchewka z obiadu. Mały idzie spać. Rano jestem już wściekle głodny, a tutaj znowu ta sama marchewka. Nie może na nią patrzeć. Ze łzami w oczach wstałem od stołu. W południe, kiedy roznosiły się zapachy gotowanego obiadu pięciolatek gotowy był zjeść wszystko. I zjadł… marchewkę i wszystko co znalazło się na talerzach.

*

Nie brakowało ciast. Najlepszy był kakaowiec. Może dlatego, że w latach 1982-1984 – kiedy „obowiązkowo” tkwiłem w wojsku w Mrągowie i Leźnicy Wielkiej – dwa-trzy razy w miesiącu misternie opakowane ciasto przychodziło w paczce z domu pozwalając przynajmniej smakowo oderwać się od rzeczywistości chleba z puszki i niejadalnego salcesonu.  

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1975. POWRÓT DO BRONOWIC MAŁYCH

poniedziałek, 31 października 2011 19:55

 

Aniela Hausner z Basią po stracie domu wraz z ogrodem przy ul. Wesele, otrzymawszy symboliczne odszkodowanie, zamieszkały w pierwszych blokach właśnie budowanego osiedla "Widok”. Powstało ono na części bronowickich pól i pastwisk – pomiędzy torem kolejowym, Młynówką a ulicą Na Błonie - należących kiedyś do rodziny Czepców. Z ulicy Wesele zniknął dom, zniknął ogród. Pozostała tylko mała drewniana tabliczka z namalowanym numerem: 274. Rodzina natomiast nie rozstała się z Bronowicami. Aniela i Barbara do końca życia mieszkały niedaleko tzw. „starej pętli” tramwajowej, przy skrzyżowaniu ulicy Rydla i ulicy Bronowickiej.

*

W roku 1975 Zbyszek powrócił z Nowej Huty do Bronowic, na osiedle „Widok”. Stawały kolejne bloki, duże i małe. Zdarzało się, że na idących lub powracających z kościoła św. Antoniego leciały pod tunelowym wiaduktem kolejowym przecinającym ulice Zielony Most leciały kamienie. Chłopaki z Bronowic Małych instynktownie bronili się przed nowymi. Piotr po ślubie z  Martą do 1994 roku zamieszkał w „desce”, długim, łamanym, wysokim bloku przez długi czas charakteryzującym „Widok”. Ja odbyłem niezbyt odległą wędrówkę. Nie licząc krótkiego epizodu w Łagiewnikach zatoczyłem koło o niedużym promieniu – od ul. Armii Krajowej, przez ul. Czepca, na ul. Zapolskiej. Czwórka dzieci wędrowała do wiekowej szkoły w Bronowicach Małych.

*

Idąc na niedzielną mszę św. do kościoła św. Wojciecha mija się parking przy wieżowcu przy ul. Zapolskiej 27. Tam stał domek Albina. Podobne parterowe, ceglane z ulicy Wesele zmieniły dachy, wyrosły do góry, nabrały kolorów.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  65 908  

Ulubione strony

genealogia

Statystyki

Odwiedziny: 65908
Wpisy
  • liczba: 196
  • komentarze: 45
Galerie
  • liczba zdjęć: 187
  • komentarze: 10