Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 047 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


ROK 2011. MOGIŁA W SŁOMNIKACH

poniedziałek, 20 czerwca 2011 21:11

 

Po wojnie, w latach czterdziestych, Janina Goławska próbowała odnaleźć grób Eugeniusza. Przy więziennych murach na ul. Montelupich nie było śladu. Wszyscy wiedzieli, że tam Niemcy rozstrzeliwali aresztowanych; ale to wszystko. Szczegółów nie znali koledzy strażacy. Udało się jedynie uzyskać oświadczenia wojennych świadków potwierdzające uwięzienie i śmierć.  Ponieważ 29 listopada 1943 r. Niemcy rozstrzelali zakładników z listy, na której był kpt. Eugeniusz Goławski wszyscy przyjęli to jako datę jego śmierci. Janina doprowadziła do umieszczenia nazwiska na kamiennych płytach w kwaterze „Skały” na warszawskich Powązkach. W Krakowie miejscem rodzinnej pamięci został grób na Cmentarzu Salwatorskim gdzie znalazła swoje miejsce tabliczka z nazwiskiem kapitana. Tutaj płonęły znicze. Tutaj leżały kwiaty.

*

I nagle w lutym 2011 roku elektroniczny list z USA. Mieszkała tam wnuczka Eugeniusza, córka Barbary, Ela Węglarska. Do niej pełne niepokoju pytanie przesłała Krystyna Pilecka z d. Goławska, z Vancouver w Kanadzie: czy to możliwe, że grób taty z datą śmierci znajduje się w podkrakowskich Słomnikach? Do listu załączona była odnaleziona w sieci internetu relacja z odsłonięcia pomnika-grobu żołnierzy konspiracji, w tym strażaków, w dniu 3 maja 2008 r.  Na fotografii widoczne wyryte w czerwonym marmurze nazwisko: „kpt. poż. Eugeniusz Goławski”. Nieprawdopodobne!


Po tej informacji i wymianie korespondencji z Urzędem Miasta i Gminy Słomniki miałem numer telefonu do Mariana Wędrychowicza, człowieka który doprowadził swoim uporem i pasją do majowej uroczystości. Umawiamy się na spotkanie.


Zimowa aura, śnieg, bezlistne drzewa. Stajemy przy marmurowym nagrobku. Na części stojącej, przypominającej skałę, nazwiska zamordowanych przez Niemców żołnierzy podziemia. I próba odpowiedzi na pytanie: co się tutaj wydarzyło?

*

Można tylko przypuszczać, że wydany na konspiratorów wyrok śmierci Niemcy postanowili wykonać pod Krakowem. Wieczorem ciężarówki jechały krętą szosą warszawską do Słomnik. Przy cmentarzu stała drewniana stodoła. Przy jej ścianie 10.12.1943 r. rozstrzelano najpierw Stanisława Magierowskiego. Następnego dnia, 11 grudnia, kolejnych: ppor. Tadeusza Barana z Nowego Targu, kpt.poż. Eugeniusza Goławskiego z Krakowa, por.poż. Edwarda Guniewicza z Myślenic i por.poż. Michała Szaromę z Jasła. Guniewicz i Goławski byli na jednej liście zakładników. Egzekucje obserwowali prawdopodobnie żołnierze AK z miechowskich struktur. Jednego z zabitych mogli znać. Był stamtąd. Później odnalazła go rodzina z Miechowa i szczątki przeniosła do rodzinnego grobu. Stąd jego nazwiska nie ma na słomnickim pomniku. To była szósta ofiara egzekucji. Marian Wędrychowicz opowiadał, że to dzięki tym AK-owcom zanotowano nazwiska pochowanych w ziemnej mogile przy stodole.


Po wojnie wszystkich ekshumowano i przeniesiono na pobliski cmentarz. Usypano ziemny grób. Na krzyżu przybito tabliczkę. Przez lata PRL w realiach małego miasteczka trudno było przywoływać pamięć żołnierzy Państwa Podziemnego.

*

Majowe uroczystości w 2008 roku uruchomiły ciąg zdarzeń w efekcie których kolejne trzy rodziny odnalazły miejsce ostatniego spoczynku swoich bliskich.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1945. NAZWISKO

piątek, 17 czerwca 2011 19:27

 

Ciężko na sercu było Anieli pozostawionej z trójką dzieci wchodzących w dorosłe życie. Żyła w głębokim przekonaniu, że ich ojciec zginął jak bohater, jeden z tysięcy Polaków. Tymczasem wokół obudziły się upiory. Musiała  nieść ciężar niemieckiego nazwiska. Krzywo patrzyli nowi sąsiedzi. Milicja sprawdzała, czy nie było ich na volksliście. Na szczęście szybko się uspokoiło. W okolicy było wielu takich co pamiętali, co wiedzieli, którzy ich znali. Przypomniała sobie rozmowę z Albinem sprzed kilku lat o ich nazwisku. Teraz to „domowe” nazwisko nabierało innego znaczenia.

*

Na początku było tylko imię. Na początku było imię własne i imiona przodków. Johann, Hans, Chunrad, Karl, Heinrich, Georg, Anton, Paul, Bartholomeo, Ludwig, Matheus, Wilhelm, Gabriel, Jorg. Na początku była jeszcze osada, wieś, siedlisko – miejsce, z którego wyrastał dom. Niemiecki dom to „haus”. Dom to gospodarstwo, to także gospodarze. Z czasem dom to mógł być dwór. W domu mieszkała rodzina; rodzina mała i rodzina wielka. Jeżeli nosiciel imienia opuszczał dom szukając lepszego życia mógł znaleźć swoje miejsce na rycerskim zamku, na dworze margrabiego. Jeżeli nosiciel imienia był wierny stawał się domownikiem, kimś zaprzyjaźnionym. Cieszył się zaufaniem i mógł zostać piastunem. Stawał się domownikiem, „hausnerem”.


Albin tak się wciągnął w wypełnianie „Ahnenpaß”, że zaczął szukać swojego Hausen? Jeżeli istnieje to gdzie się znajduje? A może to jest jedynie legenda z wyobraźni tłumacząca pochodzenie rodziny?

*

Nazwisko Hausner mogło pochodzić od nazw miejscowych kończących się na „hausen”. O tych, którzy pochodzili z Hausen mówiło się w języku niemieckim „hausener”. Hausner mógł wykonywać zawód budowniczego domów. Przecież oni wędrowali. Hausner mógł także być właścicielem domu – gospodarzem, „haushaelterem”. W czasach średniowiecznego osadnictwa do różnych miejscowości w Niemczech, Czechach czy Austrii docierały pojedyncze rodziny pochodzące z Hausen. Miejscowi mieszkańcy mogli im nadawać przydomek „Hausener”. W kolejnych pokoleniach było to już nazwisko, które następnie mogło ulegać skróceniom i uproszczeniom. Rodziny pochodzące od tego samego przodka mogły w ten sposób przyjmować różniące się, chociaż podobne, nazwiska.

*

We Frankonii Hausen oznaczało niewielką osadę powstającą obok istniejącej, większej miejscowości. Tą drogą mogła przebiegać w niektórych miejscach wewnętrzna kolonizacja inicjowana najpierw w północnej Bawarii, a potem z Frankonii na inne obszary południowych Niemiec. Kilka stuleci musiało minąć od wyjścia rodziny młodszego syna gospodarza z Hausen. Mógł wtedy jeszcze nie mieć nazwiska. Jeżeli wyruszył z Frankonii i dotarł do usianego rycerskimi zamkami Górnego Palatynatu to niezbyt ufni nowi sąsiedzi mogli go nazwać Hausnerem, obcym przybyszem. Na początku nie mieli do niego zaufania. Potem się żenił z Margarethą lub Kathariną. Rodzina rozrosła się w kolejnych pokoleniach. Pozostała w nich krew wędrowców.

*

Najpierw – z korzeniami nad Renem - mógł być Hauser, a potem Hausner, Hausser, Houser, Tonhauser, Hausmann, Hauswald, Hausnecht… Johannes Baptista Rietstap w swojej publikacji „Armorial general” podał opis herbu rodu Hauser: na zielonym polu chata z czerwonym dachem.

*

W latach czterdziestych, po zakończeniu wojny, do rodzinnej biblioteczki trafiły książki wydane w USA. Zbyszek korzystał z modlitewnika „Mój niedzielny mszalik” opracowanego przez dyrektora Arcybractwa Przenajświętszej Krwi Pana Jezusa ks. Józefa F. Stedmana, a wydawanego kilkakrotnie w Nowym Jorku. Może nie zapadła jeszcze „żelazna kurtyna” i zamówiona daleko książka trafiła do Bronowic Małych. A może to nikły ślad jakiegoś rodzinnego kontaktu w Ameryce?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1944. ŁĄCZNICZKA "SKAŁY"

czwartek, 16 czerwca 2011 12:28

 

Janina Goławska pełniła w „Skale” obowiązki łączniczki. Od 1 marca 1944 r. zatrudniona była w biurze instruktora pożarnictwa dystryktu krakowskiego. Z rodzinnych opowieści wynika, że do lipca przebywały w Warszawie córki kpt. Goławskiego. Zresztą Jolanta do pierwszej komunii świętej przystąpiła właśnie w Warszawie. Cała rodzina znalazła się ponownie w Krakowie tuż przed wybuchem powstania warszawskiego. Na początku października 1944 roku Janina została aresztowana podczas łapanki w pociągu Kraków-Warszawa i umieszczona w obozie w Jędrzejowie, w słodowni. W jej sprawie interweniował ppłk.poż. Edward Żołdani w Powiatowej Komendzie Straży Pożarnej. Sprawą zajęła się Bronisława Lach, zastępca powiatowego instruktora pożarnictwa w Jędrzejowie, dzięki której w połowie grudnia ciężko chora J.Goławska została zwolniona i przewieziona transportem Straży Pożarnej do Krakowa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1943. ZA POPIERANIE "TERRORYSTÓW"

wtorek, 14 czerwca 2011 20:05

 

11 listopada 1943 r., po kilkudniowej nieobecności, kpt. Goławski powrócił do biura przy ul. Dunajewskiego 3. Przez kilka poprzedzających dni ktoś o niego wypytywał. Nie poszukiwano go natomiast w mieszkaniu przy ul.Kraszewskiego 25, a tam było miejsce zebrań konspiracyjnych i skrzynka kontaktowa. Pracujący z kpt. Goławskim Zygmunt Gołaszewski wskazał mu stojącego przed budynkiem po drugiej stronie ulicy człowieka – ten podbiegł do nich i razem weszli do biura.

 

Po kilku minutach wyszli razem z pokoju, kpt. Goławski był blady i zdenerwowany, przeszli razem przez korytarz na boczna klatkę schodową (...) Za kilka minut dowiedziałem się, że kpt. Goławski został aresztowany i zabrany do samochodu, który czekał na ulicy.

 

25 listopada 1943 r. na ulicach Krakowa rozklejono kolejne obwieszczenia:

 

(...) za usiłowany sabotaż na linii kolejowej Krakau-Kattowitz koło Kressendorf w dniu 23 XI 1943 rozstrzelano 24 XI 1943 zgodnie z ostrzeżeniem w moich obwieszczeniach z dni 16 i 23 XI 1943 dziesięciu w tychże obwieszczeniach wymienionych Polaków.

 

Poza tym podano nazwiska kolejnych 30 zakładników. Wśród nich znalazł się Eugeniusz Goławski z Krakowa za przynależność do „organizacji wywrotowej” i za popieranie „terrorystów”.

*

Od chwili aresztowania kpt. Goławskiego do dnia egzekucji nie dokonano innych aresztowań wśród członków „Skały”.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1943. CISZA PO ALBINIE

niedziela, 12 czerwca 2011 22:08

 

resztowanie Albina w 1943 roku postawiło rodzinę w trudnej sytuacji, zagrożony był byt i bezpieczeństwo. Zastanawiające jest, że Niemcy nie przeprowadzili rewizji, nie nękali rodziny, mimo że domek w Bronowicach Małych był przecież jednym z punktów kontaktowych siatki „Dornbacha”.

*

Ulica Wesele była w poprzek przedzielona posesją pani Piekarskiej (nr 7). Dalej ciągnęła się aż do Młynówki. Ślepy zakątek z ogrodem Targosza naprzeciwko był miejscem zabawy Zbyszka i jego kolegów. Szczególnie intrygujące były zabawy po godzinie policyjnej. Aniela niejeden raz prowadziła z synem ostre rozmowy. Ale czy coś mogło dwunastolatka odciągnąć od gier z granatowymi policjantami, którzy idąc ulicą Wyspiańskiego widzieli przebiegających chłopaków, wpadali gwiżdżąc w ulicę Wesele i nie widzieli nikogo?. Cała gromada przeskakiwała przez płot do ogrodu. Tam siedzieli cicho czekając na odejście „granatowych”. I tak jeszcze kilka razy w ciągu wieczora.

*

Chwile strachu przeżyli mieszkańcy tej części Bronowic Małych podczas pacyfikacji Woli Justowskiej w 1944 roku. Dzieci w tym czasie przebywały u siostry Albina, Zofii Maciałek, w Nowym Targu. W domu, w gabinecie Albina Hausnera, z polecenia Stanisławy Babiarzowej, mieszkał pan Satała. To on doradził usunięcie szabli i wiatrówki, które wrzucono do „szamba”, wydobywając je po wojnie.

*

Najmłodszy syn Albina, Zbigniew, jeszcze przed wybuchem wojny, w roku 1938/1939, rozpoczął naukę w Powszechnej Szkole Publicznej nr 35 im. Jana III Sobieskiego w Łobzowie, przy ul. Głowackiego. Potem to była „Oeffentliche Polnische Volksschule”. W roku 1942/1943, ze względu na zajęcie budynku w Łobzowie przez wojsko, uczniów przenoszono do szkoły nr 33 na ul. Kazimierza Wielkiego, przy figurze, a także do starego budynku szkoły nr 34 na ul. Mazowieckiej. Zbyszek wędrował ulicą Bronowicką, wzdłuż torów tramwajowych, obok zajętej przez Niemców podchorążówki w Łobzowie. Nieraz musiał iść w stronę Młynówki, bo wojsko blokowało cały teren. Niedaleko były też koszary przed wojną zajmowane przez oddziały 6 DP. W pamięci długo tkwiła mu potężna sylwetka żandarma z blachą na piersi i schmeisserem gotowym do strzału wrzeszczącego na dzieci. W styczniu 1945 roku z radością obserwował zza płotu Targosza kolumny ciężarówek i uciekających Niemców.


Myślał ze smutkiem: „Tata tego nie widzi. Nie podpisał reichslisty. Niszczył urządzenia do łodzi podwodnych Kriegsmarine. Był „Dornbachem”. Kazał mi się uczyć języka niemieckiego. Miałem dobrze znać język wroga”.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  65 892  

Ulubione strony

genealogia

Statystyki

Odwiedziny: 65892
Wpisy
  • liczba: 196
  • komentarze: 45
Galerie
  • liczba zdjęć: 187
  • komentarze: 10