Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 263 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


PIERWSZY PTAK. FILIP HAUSNER (1848-?)

czwartek, 02 listopada 2017 12:21

 

Próby rozwikłania losów Hausnerów z Fehlbachu trafiają na zagadki. W 1905 na Ellis Island wśród setek imigrantów z Europy przybył do Ameryki Jan Hausner z Kobylnicy urodzony w roku 1874. Z kolei w 1913 roku tym samym szlakiem płynął Michał Hausner z Potoku, urodzony w roku 1885.

*

Ze znanych dokumentów wynika, że najstarszym synem Jana i Katarzyny mógł być Filip, urodzony w Dornbach. To Filip z młodszym bratem Adamem pozostali w Fehlbach z rodzicami po wyjeździe do Podgórza i Krakowa dwóch innych braci Jana i Henryka. Jego losy można hipotetycznie odtworzyć z list imigrantów na Ellis Island. W genealogii opracowanej przez Albina Hausnera występuje rzeczywiście jako najstarszy z licznej gromady rodzeństwa, ma syna Jana. Dopisana jest notatka, że przez Austrię wyjechał do USA.

 

Ellis island Philip Hausner.png

George Washington.jpg

 

W dniu 27 października 1913 roku z pokładu płynącego z Bremy statku „George Washington” na wyspę zeszła liczna rodzina Hausner – 12 osób w wieku od 63 lat do 1 roku, z najstarszymi Filipem i Albiną. Jako ostatnie miejsce pobytu podana jest miejscowość Kobersdorf (Kolersdorf) w Dolnej Austrii. Natomiast to co naprowadza na ślad naszego Filipa to podana w dokumentach narodowość polska i imiona synowej Anieli oraz wnuków Bronisława, Stanisława, Władysława. Filip urodził się w 1848 roku (tak przynajmniej podaje jeden z „wyciągów familijnych” parafii tarnawieckiej), jego syn Jan ok. 1875 roku, najstarszy wnuk Filipa Stanisław ok. roku 1900, a najmłodsza wnuczka Albina ok. roku 1912. Janowi i Anieli co dwa lata na świat przychodziło kolejne dziecko. Co sprawiło, że będąc potomkami niemieckich osadników, mieszkając na terenie monarchii Habsburgów czuli się na tyle Polakami, że tak zapisano w dokumentach? Może to wpływ polskiej żony i matki?

 

George Washington3.jpg

 

Jesienią 2017 roku niespodziewane światło na losy Filipa rzucają księgi metrykalne opublikowane przez Archiwum Główne Akt Dawnych, a opublikowane na blogu Anny Ordyczyńskiej z Leżajska. Wynika z nich, że Filip z dorosłym synem Janem i jego dziećmi oraz być może z bratem Adamem mieszkał w gospodarstwie Preschów pod numerem 11 w Fehlbach. W roku 1901 i w roku 1903 urodziły się jego wnuki Władysław i Bronisław. Chrzestnymi Władysława byli Adam Hausner i Maria Urban, a Bronisława - Antoni Urban i Eva Hütter. Sam Filip w 1903 roku był z kolei ojcem chrzestnym Bronisławy Olewicz (Fehlbach nr 17). Zarówno żona Jana - Albina Kuczera, jak i żona Filipa - Aniela Czerwonka pochodziły z polskich rodzin. Skąd? Czy poznali się w trakcie kilkuletniej wędrówki ojca Filipa, Jana, z rodziną z Dornbach do Fehlbach? Z dokumentów wynika że liczna rodzina Filipa mogła opuścić Fehlbach nie wcześniej niż jesienią 1903, a możę nawet w 1904 roku. Wtedy wyjechali do Dolnej Austrii.

 

PL_1_301_1607_0007 - Kopia.jpg

 

PL_1_301_1607_0009 - Kopia.jpg


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1952. KRAKOWSKIE ODWIEDZINY

sobota, 02 kwietnia 2011 16:29

 

Zapach miodu, który Jan woził do swojego brata Romana do Krakowa ściągnął do Kobylnicy Ruskiej jego siostrę Jadwigę z wnuczką Ewą. Bardzo długo pociąg jechał do Lubaczowa. Na stacji kolejowej czekał Jan, który powiózł gości przez lasy. Ewa wspomina jak zatrzymali się przy wielkim mrowisku, wyglądającym jak kopiec termitów. Jan zatrzymał konie, zeskoczył z bryczki, wziął od Jadwigi białą chustkę i położył ja na mrowisku. Po otrzepaniu z mrówek można było odetchnąć głęboko niesamowitym zapachem. Z całego pobytu w pamięci siedmioletniego dziecka pozostały jeszcze spacery po polach i wyprawy na grzyby z kuzynem Leonem.

*

Po śmierci Jadwigi Hausner i Janiny Kulki w latach 1967 i 1968 wzajemne kontakty osłabły, a po śmierci Jana w roku 1986 zanikły zupełnie. Pozostało pragnienie powrotu do miejsca z dzieciństwa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1944. FEHLBACH - NA GRANICY KONFLIKTU

piątek, 31 grudnia 2010 9:51

 

W latach 1939-1941 tuż obok Oleszyc przebiegała granica pomiędzy okupacją niemiecką i sowiecką. Od Rawy Ruskiej ciągnął się pas przygraniczny gdzie obowiązywał paszport ze znakiem „3”. Po godzinie dziesiątej nie wolno było wychodzić z domu, a strażnicy przy pracach polowych nie pozwalali nawet patrzeć w stronę granicy. I mimo zasieków, dzwonków, blaszek sygnalizacyjnych tysiące ludzi przeszło na niemiecką stronę. W roku 1940 ziemię lubaczowską dotknęły trzy deportacje: w lutym wywieziono rodziny kolonistów i pracowników administracji leśnej; w kwietniu – rodziny oficerów, policjantów i urzędników; w lipcu – wcześniej zarejestrowanych chętnych na wyjazd na tereny okupacji niemieckiej, do Gordijewa w Ałtajskim Kraju. Wysiedlano również wsie nadgraniczne.

*

Prawie natychmiast po rozpoczęciu 22 czerwca 1941 roku wojny niemiecko-sowieckiej Ukraińcy stworzyli milicję oczekując na armię Melnyka. Pojawiły się ulotki ugrupowań S. Bandery. Kolejne dwa lata to był czas narastania konfliktu Polaków i Ukraińców, lata narastania atmosfery strachu, lata ukraińskiego nacisku i prób wypychania ludności polskiej za San. Wiosną 1944 roku nadeszły smutne wieści o bezkarnym tępieniu Polaków w Horyńcu, Krowicy i Wielkich Oczach. W lasach i wsiach wokół Oleszyc pojawili się „bulbowcy” (UPA).


27 kwietnia do Oleszyc dotarli ludzie ze spalonej Wólki Krowickiej i Łukawca. Wieści o ukraińskich mordach i poczucie zagrożenia sprawiło, że oleszycka kancelaria parafialna została przeniesiona do klasztoru OO. Dominikanów w Jarosławiu gdzie wikary prowadził czynności kancelaryjne dla parafian z Oleszyc, Łukawca i Lubaczowa. Sam Łukawiec był w latach 1944-1947 spalony kilkakrotnie. Niewiele zmieniło się po wkroczeniu Armii Czerwonej. UPA nadal próbowała wyprzeć polską ludność za San paląc m.in. Kornagi. NKWD natomiast uderzyło w żołnierzy Armii Krajowej.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

ROK 1939. FEHLBACH - PRZESIEDLENIE

środa, 29 grudnia 2010 19:28

 

W dniu 8 września 1939 roku niemieckie samoloty zrzuciły 80 bomb na stację kolejową w leżących na północ od Kobylnicy Ruskiej Oleszycach. Cztery dni później witane przez ludność ukraińską oddziały niemieckie wkroczyły do miasteczka, wokół którego rozgorzała bitwa z kryjącymi się w lasach jednostkami Wojska Polskiego. Z kolei Żydzi witali Drugi Korpus Kawalerii sowieckiego Frontu Ukraińskiego. Grabieże i rabunki dotknęły m.in. majątek Józefa Sapiehy w Oleszycach; lasy, stawy, gorzelnię, tartaki, stolarnie, elektrownie ziemianina Hugo Artura Wattmana z Rudy Różanieckiej.

*

Ciekawym przyczynkiem do dziejów osadników niemieckich z XVIII wieku jest los części z nich w latach 1939-1944. Podpisany 23 sierpnia 1939 roku, a potem potwierdzony we wrześniu traktat niemiecko-sowiecki, nazywany traktatem Ribbentrop-Mołotow, ustalając granicę na Sanie i Bugu, zdecydował m.in. o dobrowolnych przesiedleniach ludności pochodzenia niemieckiego zamieszkującej obszary „za Sanem”. Dotyczyło to dawnych józefińskich kolonii. Hitlerowcy uważali zapewne mieszkańców tych osad za element „niepewny”. Zakorzenieni, w polskim otoczeniu, mówiący polskim językiem, wymieszani z polskimi rodzinami. I to wszystko blisko sowieckiej granicy. Rozwiązując ten problem postanowiono józefińskich osadników wykorzystać w planie germanizacji Wielkopolski.


W styczniu 1940 roku powstało Towarzystwo Osadnicze Chłopów (Bauernsiedlung). 16 sierpnia 1941 roku Heinrich Himmler wydał zarządzenie regulujące zasady osadnictwa niemieckiego w Wielkopolsce. Miały być tworzone dwa pasy osadnicze ludności niemieckiej rozdzielające ludność polską w „Kraju Warty” (Wartheland):

  • „Most” (der Brücke) od Wrocławia do Działdowa gdzie zamierzano osiedlić 148 tysięcy Niemców,
  • „Grobla” (der Damm) od Międzychodu, przez Szamotuły, Oborniki, Gniezno, Śrem i Środę, po Konin.

Zamiarem Himmlera było utworzenie „polskich wysp” i stopniowe wyparcie polskiej ludności.  W tym celu zaczęto sprowadzać potomków niemieckich osadników z Lubelszczyzny.

*

W lutym 2005 roku mieszkający w Westfalii Dirk Presch poszukiwał informacji o Fehlbach, bo stamtąd pochodzili przesiedleni w roku 1939 jego dziadkowie, Johann i Katharina. Jak wynika z zestawień publikowanych w internecie rodziny Presch i Beigert mogły trafić do Kruszwicy nad jeziorem Gopło, rodzina Runge do Krezylowic koło Poznania. Inni do Sagenfeld i Falken w okolicach Kruszwicy.

*

W dawnym Fehlbach - Potoku Jaworowskim pozostali Hausnerowie. Rodzinne korzenie były głeboko wrośnięte tutaj. I dusza była zapewne też stąd.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

ROK 1925. POWRÓT DO POTOKU JAWOROWSKIEGO

wtorek, 28 grudnia 2010 21:10

 

Johann i Katharina ciężko pracowali, aby utrzymać gospodarstwo w Fehlbach. Wydali za mąż córki. Dla Johanna śmiertelnie obrażonego na najstarszego syna Jana mieszkającego w Podgórzu trudna do przełknięcia była decyzja najmłodszego Henryka, który również tam postanowił szukać swojej drogi życiowej. Ale na jego ślub pod Tarnów pojechał.


Cztery lata później wszyscy Hausnerowie dwukrotnie spotkali się na pogrzebach: 13 lutego 1897 roku zmarła Katharina, a 10 sierpnia tego samego roku Johann. Gospodarstwo przejął Adam. Wkrótce urodziła mu się córka Weronika. Mimo dalekiej drogi do Podgórza i Krakowa rodzinne kontakty ożywiły się. Przerwała je wojna. Fehlbach był na szczęście wsią leżącą poza głównymi szlakami, trochę zagubioną w lasach pogranicza. Nie przechodziły tędy wielkie armie. Z oddali słyszeli tylko huk armat rosyjskich w czasie oblężenia Przemyśla i potem podczas bitwy gorlickiej.

*

Praca i trudy życia wpędziły Adama w chorobę. Była Weronika, która mieszkała w domu z mężem.


W 1921 roku, po odejściu wojsk bolszewickich i przejściu na wschód frontu, do Fehlbach-Potoku Jaworowskiego niespodziewanie zawitał bratanek Adama, niespełna 19-letni Jan od Henryka. Był zakochany w morzu, co było dziwne jak na mieszkańca Galicji. Zaciągnął się do marynarki i pływał. Oglądał dom i całe gospodarstwo z błyszczącymi oczami. Weronika, która myślała z mężem o wyjeździe do Lwowa pytała go o dalsze plany. Widziała, że mu się tutaj podoba. Jedyne co ją trzymało to schorowany ojciec.


W 1923 roku Adam zmarł. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie czy ostatnie miesiące życia spędził w Potoku czy we Lwowie? Na cmentarzu w Potoku Jaworowskim, który odwiedziłem latem 2006 roku nie było jego mogiły. W zachowanym liście do brata Jana z marca 1923 roku Adam żalił się na zdrowie swoje i żony, na osamotnienie. Leżeli obydwoje i mimo zaproszeń od Jana i bratanicy Heleny nie mogli wyjechać do Krakowa. Dziękował Bogu za opiekę córki, której mąż na dziewięć miesięcy wyjechał na kurs do Lwowa co dało Weronice więcej czasu dla ojca.

*

Prawdopodobnie w roku 1925 w Potoku Jaworowskim niespodziewanie dla wszystkich osiadł Jan Hausner. Rzucił morze i marynarski fach. Został rolnikiem podnosząc nieco podupadle gospodarstwo dziadka i stryja. W aktach parafialnych jest wpis z roku 1926 o jego ślubie z młodszą o pięć lat Katarzyną Olszowy. W następnych latach urodziło się czterech synów: Leon Adam (1927), Marian (1933), Roman (1942) i Ryszard Kazimierz (1944). Zrobiło się radośnie i gwarno. Z Krakowa na wakacje przyjeżdżał wnuk stryja Jana, Albin z synem Zbigniewem. Odwiedziny z 1951 roku wspominała Ewa Kulka-Goras, która tam była z siostrą dziadka Romana Jadwigą Hausner (srogą nauczycielką z Ruszczy).

*

Potok Jaworowski był – i jest do dzisiaj – wsią rozciągniętą wzdłuż prostej drogi. Na początku wsi murowany kościół. Zaraz za kościołem w lewo prowadzi droga w dół i zaczyna się Kobylnica Ruska, która leży wzdłuż krętej drogi, miedzy polami i leśnymi zagajnikami. Gospodarstwo Hausnerów w czasie kiedy odwiedzałem wieś znajdowało się w Kobylnicy.

*

Cmentarz w Potoku leży na północ od wsi, w polu. Z głównej drogi trudno go dostrzec. Otoczony drewnianym, przerośniętym trawą, płotem, z naruszoną zębem czasu kaplicą, sprawia wrażenie opuszczonego. Udało się odnaleźć zaraz przy wejściu groby Hausnerów: Jana i Katarzyny z Preschów, Jana i Katarzyny z Olszowych, żony Leona Katarzyny z domu Krzyworączka (1927-2005) – osoby zacnej i ciepłej jak mówił Proboszcz - i jeszcze jednej Katarzyny Hausner z domu Koch (zm. 1937). Starsze ziemne, nowe murowane. Kwiaty. Wytłoczone z blachy tabliczki z nazwiskami zmarłych. Z nagrobnych fotografii wyglądają twarze Jana i Katarzyny z Olszowych. Poza tym jeszcze inne nazwiska dawnych osadników: Urban, Koch, Hütter.

*

W latach 1926-1930 Fehlbach, jak i pobliskie Kobylnica Ruska i Kobylnica Wołoska były typowymi dla tamtych okolic osadami. Stacja kolejowa znajdowała się w odległym o 22 kilometry od Kobylnicy Ruskiej Radymnie albo o 26 kilometrów od Kobylnicy Wołoskiej Jaworowie, poczta – w Wielkich Oczach, sąd powiatowy – w Krajowcu i Jaworowie, a sąd okręgowy – w Przemyślu. Kobylnica Wołoska była siedzibą parafii greckokatolickiej. W Kobylnicy Ruskiej jako właściciela ziemskiego na 116 hektarach wymienia się Myszkowskiego, a w Kobylnicy Wołoskiej na 318 hektarach Mieczysława Eminowicza. W Kobylnicy Ruskiej byli cieśle, kołodzieje, kowal (K.Koch), murarz, stolarz, szewc (P.Koch), były spółki eksploatujące lasy, handlowano tytoniem, artykułami spożywczymi, zbożem, był wyszynk trunków Sz.Katza.  W Kobylnicy Wołoskiej pracował tartak, cegielnia, fabryka dachówek.  Wyszynkiem zajmował się S.Steinbach.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  0  

Ulubione strony

genealogia

Statystyki

Odwiedziny: 69102
Wpisy
  • liczba: 197
  • komentarze: 57
Galerie
  • liczba zdjęć: 187
  • komentarze: 10