Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 047 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


ROK 1952. KRAKOWSKIE ODWIEDZINY

sobota, 02 kwietnia 2011 16:29

 

Zapach miodu, który Jan woził do swojego brata Romana do Krakowa ściągnął do Kobylnicy Ruskiej jego siostrę Jadwigę z wnuczką Ewą. Bardzo długo pociąg jechał do Lubaczowa. Na stacji kolejowej czekał Jan, który powiózł gości przez lasy. Ewa wspomina jak zatrzymali się przy wielkim mrowisku, wyglądającym jak kopiec termitów. Jan zatrzymał konie, zeskoczył z bryczki, wziął od Jadwigi białą chustkę i położył ja na mrowisku. Po otrzepaniu z mrówek można było odetchnąć głęboko niesamowitym zapachem. Z całego pobytu w pamięci siedmioletniego dziecka pozostały jeszcze spacery po polach i wyprawy na grzyby z kuzynem Leonem.

*

Po śmierci Jadwigi Hausner i Janiny Kulki w latach 1967 i 1968 wzajemne kontakty osłabły, a po śmierci Jana w roku 1986 zanikły zupełnie. Pozostało pragnienie powrotu do miejsca z dzieciństwa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1944. FEHLBACH - NA GRANICY KONFLIKTU

piątek, 31 grudnia 2010 9:51

 

W latach 1939-1941 tuż obok Oleszyc przebiegała granica pomiędzy okupacją niemiecką i sowiecką. Od Rawy Ruskiej ciągnął się pas przygraniczny gdzie obowiązywał paszport ze znakiem „3”. Po godzinie dziesiątej nie wolno było wychodzić z domu, a strażnicy przy pracach polowych nie pozwalali nawet patrzeć w stronę granicy. I mimo zasieków, dzwonków, blaszek sygnalizacyjnych tysiące ludzi przeszło na niemiecką stronę. W roku 1940 ziemię lubaczowską dotknęły trzy deportacje: w lutym wywieziono rodziny kolonistów i pracowników administracji leśnej; w kwietniu – rodziny oficerów, policjantów i urzędników; w lipcu – wcześniej zarejestrowanych chętnych na wyjazd na tereny okupacji niemieckiej, do Gordijewa w Ałtajskim Kraju. Wysiedlano również wsie nadgraniczne.

*

Prawie natychmiast po rozpoczęciu 22 czerwca 1941 roku wojny niemiecko-sowieckiej Ukraińcy stworzyli milicję oczekując na armię Melnyka. Pojawiły się ulotki ugrupowań S. Bandery. Kolejne dwa lata to był czas narastania konfliktu Polaków i Ukraińców, lata narastania atmosfery strachu, lata ukraińskiego nacisku i prób wypychania ludności polskiej za San. Wiosną 1944 roku nadeszły smutne wieści o bezkarnym tępieniu Polaków w Horyńcu, Krowicy i Wielkich Oczach. W lasach i wsiach wokół Oleszyc pojawili się „bulbowcy” (UPA).


27 kwietnia do Oleszyc dotarli ludzie ze spalonej Wólki Krowickiej i Łukawca. Wieści o ukraińskich mordach i poczucie zagrożenia sprawiło, że oleszycka kancelaria parafialna została przeniesiona do klasztoru OO. Dominikanów w Jarosławiu gdzie wikary prowadził czynności kancelaryjne dla parafian z Oleszyc, Łukawca i Lubaczowa. Sam Łukawiec był w latach 1944-1947 spalony kilkakrotnie. Niewiele zmieniło się po wkroczeniu Armii Czerwonej. UPA nadal próbowała wyprzeć polską ludność za San paląc m.in. Kornagi. NKWD natomiast uderzyło w żołnierzy Armii Krajowej.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

ROK 1939. FEHLBACH - PRZESIEDLENIE

środa, 29 grudnia 2010 19:28

 

W dniu 8 września 1939 roku niemieckie samoloty zrzuciły 80 bomb na stację kolejową w leżących na północ od Kobylnicy Ruskiej Oleszycach. Cztery dni później witane przez ludność ukraińską oddziały niemieckie wkroczyły do miasteczka, wokół którego rozgorzała bitwa z kryjącymi się w lasach jednostkami Wojska Polskiego. Z kolei Żydzi witali Drugi Korpus Kawalerii sowieckiego Frontu Ukraińskiego. Grabieże i rabunki dotknęły m.in. majątek Józefa Sapiehy w Oleszycach; lasy, stawy, gorzelnię, tartaki, stolarnie, elektrownie ziemianina Hugo Artura Wattmana z Rudy Różanieckiej.

*

Ciekawym przyczynkiem do dziejów osadników niemieckich z XVIII wieku jest los części z nich w latach 1939-1944. Podpisany 23 sierpnia 1939 roku, a potem potwierdzony we wrześniu traktat niemiecko-sowiecki, nazywany traktatem Ribbentrop-Mołotow, ustalając granicę na Sanie i Bugu, zdecydował m.in. o dobrowolnych przesiedleniach ludności pochodzenia niemieckiego zamieszkującej obszary „za Sanem”. Dotyczyło to dawnych józefińskich kolonii. Hitlerowcy uważali zapewne mieszkańców tych osad za element „niepewny”. Zakorzenieni, w polskim otoczeniu, mówiący polskim językiem, wymieszani z polskimi rodzinami. I to wszystko blisko sowieckiej granicy. Rozwiązując ten problem postanowiono józefińskich osadników wykorzystać w planie germanizacji Wielkopolski.


W styczniu 1940 roku powstało Towarzystwo Osadnicze Chłopów (Bauernsiedlung). 16 sierpnia 1941 roku Heinrich Himmler wydał zarządzenie regulujące zasady osadnictwa niemieckiego w Wielkopolsce. Miały być tworzone dwa pasy osadnicze ludności niemieckiej rozdzielające ludność polską w „Kraju Warty” (Wartheland):

  • „Most” (der Brücke) od Wrocławia do Działdowa gdzie zamierzano osiedlić 148 tysięcy Niemców,
  • „Grobla” (der Damm) od Międzychodu, przez Szamotuły, Oborniki, Gniezno, Śrem i Środę, po Konin.

Zamiarem Himmlera było utworzenie „polskich wysp” i stopniowe wyparcie polskiej ludności.  W tym celu zaczęto sprowadzać potomków niemieckich osadników z Lubelszczyzny.

*

W lutym 2005 roku mieszkający w Westfalii Dirk Presch poszukiwał informacji o Fehlbach, bo stamtąd pochodzili przesiedleni w roku 1939 jego dziadkowie, Johann i Katharina. Jak wynika z zestawień publikowanych w internecie rodziny Presch i Beigert mogły trafić do Kruszwicy nad jeziorem Gopło, rodzina Runge do Krezylowic koło Poznania. Inni do Sagenfeld i Falken w okolicach Kruszwicy.

*

W dawnym Fehlbach - Potoku Jaworowskim pozostali Hausnerowie. Rodzinne korzenie były głeboko wrośnięte tutaj. I dusza była zapewne też stąd.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

ROK 1925. POWRÓT DO POTOKU JAWOROWSKIEGO

wtorek, 28 grudnia 2010 21:10

 

Johann i Katharina ciężko pracowali, aby utrzymać gospodarstwo w Fehlbach. Wydali za mąż córki. Dla Johanna śmiertelnie obrażonego na najstarszego syna Jana mieszkającego w Podgórzu trudna do przełknięcia była decyzja najmłodszego Henryka, który również tam postanowił szukać swojej drogi życiowej. Ale na jego ślub pod Tarnów pojechał.


Cztery lata później wszyscy Hausnerowie dwukrotnie spotkali się na pogrzebach: 13 lutego 1897 roku zmarła Katharina, a 10 sierpnia tego samego roku Johann. Gospodarstwo przejął Adam. Wkrótce urodziła mu się córka Weronika. Mimo dalekiej drogi do Podgórza i Krakowa rodzinne kontakty ożywiły się. Przerwała je wojna. Fehlbach był na szczęście wsią leżącą poza głównymi szlakami, trochę zagubioną w lasach pogranicza. Nie przechodziły tędy wielkie armie. Z oddali słyszeli tylko huk armat rosyjskich w czasie oblężenia Przemyśla i potem podczas bitwy gorlickiej.

*

Praca i trudy życia wpędziły Adama w chorobę. Była Weronika, która mieszkała w domu z mężem.


W 1921 roku, po odejściu wojsk bolszewickich i przejściu na wschód frontu, do Fehlbach-Potoku Jaworowskiego niespodziewanie zawitał bratanek Adama, niespełna 19-letni Jan od Henryka. Był zakochany w morzu, co było dziwne jak na mieszkańca Galicji. Zaciągnął się do marynarki i pływał. Oglądał dom i całe gospodarstwo z błyszczącymi oczami. Weronika, która myślała z mężem o wyjeździe do Lwowa pytała go o dalsze plany. Widziała, że mu się tutaj podoba. Jedyne co ją trzymało to schorowany ojciec.


W 1923 roku Adam zmarł. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie czy ostatnie miesiące życia spędził w Potoku czy we Lwowie? Na cmentarzu w Potoku Jaworowskim, który odwiedziłem latem 2006 roku nie było jego mogiły. W zachowanym liście do brata Jana z marca 1923 roku Adam żalił się na zdrowie swoje i żony, na osamotnienie. Leżeli obydwoje i mimo zaproszeń od Jana i bratanicy Heleny nie mogli wyjechać do Krakowa. Dziękował Bogu za opiekę córki, której mąż na dziewięć miesięcy wyjechał na kurs do Lwowa co dało Weronice więcej czasu dla ojca.

*

Prawdopodobnie w roku 1925 w Potoku Jaworowskim niespodziewanie dla wszystkich osiadł Jan Hausner. Rzucił morze i marynarski fach. Został rolnikiem podnosząc nieco podupadle gospodarstwo dziadka i stryja. W aktach parafialnych jest wpis z roku 1926 o jego ślubie z młodszą o pięć lat Katarzyną Olszowy. W następnych latach urodziło się czterech synów: Leon Adam (1927), Marian (1933), Roman (1942) i Ryszard Kazimierz (1944). Zrobiło się radośnie i gwarno. Z Krakowa na wakacje przyjeżdżał wnuk stryja Jana, Albin z synem Zbigniewem. Odwiedziny z 1951 roku wspominała Ewa Kulka-Goras, która tam była z siostrą dziadka Romana Jadwigą Hausner (srogą nauczycielką z Ruszczy).

*

Potok Jaworowski był – i jest do dzisiaj – wsią rozciągniętą wzdłuż prostej drogi. Na początku wsi murowany kościół. Zaraz za kościołem w lewo prowadzi droga w dół i zaczyna się Kobylnica Ruska, która leży wzdłuż krętej drogi, miedzy polami i leśnymi zagajnikami. Gospodarstwo Hausnerów w czasie kiedy odwiedzałem wieś znajdowało się w Kobylnicy.

*

Cmentarz w Potoku leży na północ od wsi, w polu. Z głównej drogi trudno go dostrzec. Otoczony drewnianym, przerośniętym trawą, płotem, z naruszoną zębem czasu kaplicą, sprawia wrażenie opuszczonego. Udało się odnaleźć zaraz przy wejściu groby Hausnerów: Jana i Katarzyny z Preschów, Jana i Katarzyny z Olszowych, żony Leona Katarzyny z domu Krzyworączka (1927-2005) – osoby zacnej i ciepłej jak mówił Proboszcz - i jeszcze jednej Katarzyny Hausner z domu Koch (zm. 1937). Starsze ziemne, nowe murowane. Kwiaty. Wytłoczone z blachy tabliczki z nazwiskami zmarłych. Z nagrobnych fotografii wyglądają twarze Jana i Katarzyny z Olszowych. Poza tym jeszcze inne nazwiska dawnych osadników: Urban, Koch, Hütter.

*

W latach 1926-1930 Fehlbach, jak i pobliskie Kobylnica Ruska i Kobylnica Wołoska były typowymi dla tamtych okolic osadami. Stacja kolejowa znajdowała się w odległym o 22 kilometry od Kobylnicy Ruskiej Radymnie albo o 26 kilometrów od Kobylnicy Wołoskiej Jaworowie, poczta – w Wielkich Oczach, sąd powiatowy – w Krajowcu i Jaworowie, a sąd okręgowy – w Przemyślu. Kobylnica Wołoska była siedzibą parafii greckokatolickiej. W Kobylnicy Ruskiej jako właściciela ziemskiego na 116 hektarach wymienia się Myszkowskiego, a w Kobylnicy Wołoskiej na 318 hektarach Mieczysława Eminowicza. W Kobylnicy Ruskiej byli cieśle, kołodzieje, kowal (K.Koch), murarz, stolarz, szewc (P.Koch), były spółki eksploatujące lasy, handlowano tytoniem, artykułami spożywczymi, zbożem, był wyszynk trunków Sz.Katza.  W Kobylnicy Wołoskiej pracował tartak, cegielnia, fabryka dachówek.  Wyszynkiem zajmował się S.Steinbach.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1865. U MŁYNARZA JAKUBA

poniedziałek, 27 grudnia 2010 14:02

 

W 1866 roku Katharina Hausner urodziła następnego syna, ale pierwszego w Fehlbach.


W młynie Prescha zrobiło się jasno i radośnie. Podczas kilkuletniej wędrówki z Dornbach zmarł kilkuletni Heinrich. Ten nowonarodzony został ochrzczony także imieniem Heinrich, pod dziadku Hausnerze. Przy chrzcielnicy obok rodziców stali Heinrich Presch i Marianna Kühner. Henryczek był chyba radością dla zmęczonych poszukiwaniem lepszego życia Jana i Katarzyny, a na pewno dla dziadka Jacoba Prescha. W drewnianym kościele nie było organów, ale sami potrafili pięknie śpiewać. Przy takich jak ta okazjach, a także w co drugą niedzielę ksiądz wygłaszał kazania niemieckie.


Kobylnica i Fehlbach nie były bogatymi wsiami. Życie tam było trudne. Nie zachowały się o tamtym czasie żadne rodzinne przekazy. Do młyna Prescha przyjeżdżały wozy z ziarnem z całej okolicy. On sam z Hausnerem jeździł do Wielkich Oczu na targ. Siedem kilometrów to nie było daleko, nawet w zimie. Wielkie Oczy to duża wieś z kościołem, cerkwią i synagogą. W dni targowe kolorowa i barwna. Od Żydów kupowali wiele przydatnych sprzętów domowych i narzędzi. Johann i  Jacob lubili te wyjazdy bo spotykali tam gospodarzy z Freifeld, Burgau, z innych wsi aż spod Lubaczowa.

*

Potoki Szkło i Łazanka przecinające las, pola, łąki wraz z licznymi strumieniami i strugami sprawiały, że nie brakowało tutaj wody. Na południe od Fehlbach, w stronę Kobylnicy wyrastała bagienna trawa.

Johann z młodszymi dziećmi lubił tam chodzić kiedy latem przylatywały na mokre bagniska stada dzikich kaczek.  Bagna nawet w słonecznym gorącu nie wysychały. Jesienią bał się. Zakazywał Heinrichowi wędrówek na zdradliwe łąki.

 

Na znacznej przestrzeni rozlegają się tu wydmy piaszczyste, a część ich nazywa lud tamtejszy młakami. Nazwa ta ma oznaczać torfowisko zasypane piaskiem. I rzeczywiście na martwym całunie piasku wydobywają się tu bagienne rośliny. Grubości pokrywy i torfu nie badano dotychczas [rok 1882].

*

Na początku lat siedemdziesiątych XIX wieku liczna rodzina zaczęła się kurczyć. Córki wyszły za mąż – Elisabeth za Andresa, Katharina za Hessa. Johann nie mógł się porozumieć z ojcem, Johannem. Podobnie zresztą jak on znikał na wiele dni. Nie zamierzał zostać w malutkim Fehlbach. Szukał swojego miejsca. Ciągnęły go dwa duże miasta – Kraków i Lwów. Wybrał Kraków. Może dlatego, że ludzie z okolic Jarosławia jechali do Lwowa?  W roku 1871 lub 1872 stanął z dwoma rękami gotowymi do pracy na kleparskim Rynku.


Heinrich (chyba już Henryk) zapewne jeszcze przed ukończeniem dwudziestego roku życia poszedł śladem swojego starszego brata Johanna (Jana) i opuściwszy ojca Johanna i brata Adama wyjechał do Podgórza. Było coś w charakterze Johanna, że u schyłku życia mając wiele dzieci pozostał w gospodarstwie teścia jedynie z Adamem.

*

Próby rozwikłania losów Hausnerów z Fehlbachu trafiają na zagadki. W 1905 na Ellis Island wśród setek imigrantów z Europy przybył do Ameryki Jan Hausner z Kobylnicy urodzony w roku 1874. Z kolei w 1913 roku tym samym szlakiem płynął Michał Hausner z Potoku, urodzony w roku 1885.

*

Losy Philipa można hipotetycznie odtworzyć z list imigrantów na Ellis Island. Możliwe, że Philip z rodzicami mieszkał dłużej niż bracia Jan i Henryk. Mógł też pozostać w Dornbach. W genealogii opracowanej przez Albina Hausnera występuje rzeczywiście jako najstarszy z licznej gromady dzieci, ma syna Jana. Dopisana jest notatka, że przez Austrię wyjechał do USA. W dniu 27 października 1913 roku z pokładu płynącego z Bremy statku „George Washington” na wyspę zeszła liczna rodzina Hausner – 12 osób w wieku od 63 lat do 1 roku, z najstarszymi Philipem i Albiną. Jako ostatnie miejsce pobytu podana jest miejscowość Kobersdorf (Kolersdorf) w Dolnej Austrii. Natomiast to co naprowadza na ślad naszego Philipa to podana w dokumentach narodowość polska i imiona synowej Anieli oraz wnuków Bronisława, Stanisława, Władysława. Philip mógł się urodzić ok. 1850 roku (byłby wtedy młodszy od Jana), jego syn Jan ok. 1875 roku, najstarszy wnuk Filipa Stanisław ok. roku 1900, a najmłodsza wnuczka Albina ok. roku 1912. Janowi i Anieli co dwa lata na świat przychodziło kolejne dziecko. Co sprawiło, że będąc potomkami niemieckich osadników, zamieszkując na terenie monarchii Habsburgów czuli się na tyle Polakami, że tak zapisano w dokumentach? Może to wpływ polskiej żony? Z przytoczonych wyżej dat można  przypuszczać, że albo do Austrii wyjechali przed 1900 rokiem, albo tuż po narodzinach Albiny.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  65 871  

Ulubione strony

genealogia

Statystyki

Odwiedziny: 65871
Wpisy
  • liczba: 196
  • komentarze: 45
Galerie
  • liczba zdjęć: 187
  • komentarze: 10