Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 047 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


PO ŚLADACH PRZODKÓW W TARNAWCU - 1 "HAUSNER-TROP" 11-12.05.2013

piątek, 17 maja 2013 8:58

 

Wyjechaliśmy z Krakowa i Katowic trzema samochodami – 11 osób: Jan Hausner, wnuk Alfreda Hausnera,  z żona Teodozją i siostrą Aleksandrą Rajm, Halina Bendarczyk, córka Władysława Hausnera, Marta Hausner z Natalią, prawnuczką Albina Hausnera, Elżbieta Polańska prawnuczka Jana Jakuba Hausnera, Ewa Goras prawnuczka Henryka Hausnera i Wojciech Hausner, prawnuk Jana Jakuba, z żoną Mariolą i synem Franciszkiem. Dla wszystkich wspólnym przodkiem jest gospodarujący w Dornbach w latach 20-tych XIX wieku Henryk (Heinrich) Hausner. Tę nasza sentymentalna wycieczkę nazwaliśmy „Hausner-Trop”.

 

Nad Krakowem wisiały ponure chmury, ale w okolicach Dębicy optymistycznie zaświeciło słońce. Potem do wieczora  mieliśmy prawdziwie letni dzień. W Leżajsku zatrzymaliśmy się w Hotelu „U Braci Zygmuntów”, tuż obok XVII-wiecznego klasztoru oo. Bernardynów z cudownym obrazem Matki Bożej Pocieszenia. Kilka kilometrów stąd, za Sanem, jest Kuryłówka i Tarnawiec – cel naszej wyprawy. Do Tarnawca (a XIX-wiecznego Dornbachu) przybyli z południowych Niemiec nasi przodkowie 227 lat temu. 

 

Podjeżdżamy pod kościół św. Józefa na skraju Kuryłówki. Na ścianie przy wejściu tablica upamiętniająca 200-lecie parafii Tarnawiec. Nad wejściem napis z datą: 1841. To jest rok, w którym stanął obecny murowany kościół. Zaglądamy do środka. Patrzymy na miejsca, w których nasi pra-, pra-, pradziadkowie zawierali śluby, chrzcili swoje dzieci, żegnali zmarłych. Naprzeciw kościoła rozciągają się pola, które – jak mówił Jan – uprawiali Hausnerowie. W tle przysiółek „Cztery Chałupy”, zwany też Kahlówką lub Serwacówką. Halina zwraca uwagę, że Laura Kahl to jej babcia. Anka Ordyczyńska – nieoceniony przewodnik po Leżajsku i rodzinach dawnych kolonistów – pomaga jej odnaleźć odnowiony grób Serwacego i Elżbiety Kahlów, rodziców Laury. To pradziadkowie Haliny. Stajemy przy ozdobionych kwiatem fragmentach kamiennego nagrobka Josepha Beigerta (1823-1887), ojca Elżbiety z Beigertów Hausner, żony Franciszka. Joseph to pra-pradziadek Jana i Aleksandry. Moment wzruszający. Patrząc spod kościoła na południe widzimy skapane w słońcu dachy Tarnawca.

 

Jan pokazuje nam fotografie z lipca 1939 roku. Na odwrocie opis: „zjazd inteligencji w Tarnawcu 5.7.1939”. Niektórzy mówią, że to był zjazd Hausnerów i Reichertów. 87-letnia Weronika Krach - z którą się zobaczymy później - opowiadała, że wszystkie dziewczyny ze wsi zostały wtedy zagonione do zamiatania, porządkowania i sprzątania. Fotografie przedstawiają grupy uczestników tamtego spotkania w trzech miejscach: przed kościołem, przy kapliczce w Tarnawcu i przypuszczalnie przy klasztorze w Leżajsku. Stajemy przed wejściem do kościoła. Drewniane drzwi są inne niż te w 1939 roku, ale robimy sobie w tym samym miejscu wspólną fotografię.

 

W kościele o godzinie piętnastej rozpoczyna się uroczystość ślubna. Coraz więcej samochodów. Zbierają się goście. Podobno rodzina państwa młodych w odległej przeszłości była spokrewniona z Hausnerami. Wsiadamy do samochodów i jedziemy do Tarnawca. Stajemy przy XIX-wiecznej kapliczce postawionej przez Johana Milli. Naprzeciw kapliczki opuszczony budynek małej szkoły. Stąd piękny widok na tarnawieckie pola ciągnące się w kierunku szeroko rozlanego Sanu. Słońce świeci mocno. W tym miejscu również robimy wspólną fotografię. Franek obsługuje jak rasowy reporter kilka aparatów fotograficznych.

 

Idziemy drogą przez wieś, w kierunku Ożanny. Jan chce koniecznie odnaleźć Weronikę Krach, u której był wiele lat temu. Chciał zapytać kto może mieć pokazywany mu wtedy stary plan Dornbachu rysowany kolorowymi tuszami, z zaznaczonymi poszczególnymi rolami i  gospodarstwami.  Dom Krachów udaje się odnaleźć. Serdecznie zaproszeni przez gospodynię wchodzimy wszyscy do wnętrza. Pani Weronika jest pełna życia i radości. Oglądamy dokumenty. Obszerne pisma sprzed kilkudziesięciu lat dotyczące spraw majątkowych opowiadają o codziennym życiu Dornbachu i Tarnawca. Wykaz 34 gospodarzy tzw. Alt-Dornbachu z 1866 roku; aż pięciu z nazwiskiem Hausner. Autograf Franca Hausnera (pradziadka Jana i Aleksandry), który opuścił Dornbach i przybył do Podgórza w 1903 roku.

 

Dojeżdżamy jeszcze nad zalew w Ożannie. Piękny widok. Warto tutaj przyjechać latem i skorzystać z dobrodziejstwa wody i otaczającego lasu. Wieczorem spotykamy się już w hotelu na wspólnej kolacji. Oglądamy fotografie. Niezwykle ciekawe są opowieści 89-letniej Janiny Stankiewicz, z Feldmanów, matki Anny Ordyczyńskiej, o rodzinie Kahlów.

 

W niedzielny ranek część z nas przekroczyła próg leżajskiej bazyliki. Warto było, bo barokowe wnętrze jest wspaniałe, a w czasie mszy świętej można było posłuchać niezwykłego brzmienia słynnych organów. Potem wszyscy oglądaliśmy zabudowania klasztoru i kościoła, ale nie udało się już wejść po raz drugi do środka. Dzień pierwszej komunii świętej, tłum ludzi i przedłużające się uroczystości. Próbowaliśmy znaleźć miejsce trzeciej fotografii zjazdu z roku 1939. Prawdopodobnie to były arkady przy murze klasztornym, ale stojący przy nich ludzie nie dali nam możliwości powtórzenia scenerii historycznej fotografii.

 

W południe opuszczamy hotel, a dzięki Ance oglądamy jeszcze Muzeum Ziemi Leżajskiej. Historia przepleciona z codziennością życia dawnych lat. Na jednej ze ścian wisi kopia map przedstawiających grunty poszczególnych wsi rozciągniętych wzdłuż krętego Sanu. Jest Kuryłówka i jest Dornbach. Widać wąskie pasy pól ciągnące się od wsi do brzegu rzeki.

 

Wielu z nas ten wyjazd pozwolił rodzinną przeszłość umieścić w przestrzeni pełnego zieleni i słońca krajobrazu. Nie udało nam się zajrzeć do legendarnego garażu tarnawieckiego proboszcza, gdzie znajdują się podobno XIX-wieczne dokumenty. Może pozwolą rozszyfrować zagadki początków Hausnerów w Dornbachu? Trzeba będzie wrócić do Leżajska i Tarnawca, a także powędrować do odległego o blisko 70 kilometrów Potoku Jaworowskiego i Kobylnicy Ruskiej za Jarosławiem.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1830. OKRUCHY CODZIENNOŚCI. LWÓW I BRODY

czwartek, 09 maja 2013 18:32

 

Szefem rodzinnej firmy, Domu Bankierskiego Hausner & Violland, w latach trzydziestych był Eder, którego żona z domu Hausner była z kolei siostrą Ludwiki Hausnerówny, żony Leopolda Krattera, sekretarza gubernialnego a później starosty w Stryju.  Wszyscy mieszkali w jednym domu - w „Domu Hausnera”. Tam również na pierwszym piętrze zamieszkała z dwoma córkami żona starosty stanisławowskiego Franciszka Krattera (ur.1796 zm.1843). W roku 1830 córkom Kratterów i Edera udzielał lekcji Benedykt Gregorowicz. Gregorowicz do tej pracy został polecony za pośrednictwem urzędników gubernatora Galicji Augusta Longina Lobkowitza (m.in. szefa biura prezydialnego Franciszka Kraussa, który przedstawił przyszłego korepetytora F.Kratterowej). Po miesiącu prowadzenia lekcji otrzymał propozycję od L.Krattera. O swoich zajęciach z 12-14-letnimi uczennicami tak wspominał:

 

(…) nie poprzestając na obiektach i książkach szkolnych, układałem dla moich panienek skrypta z fizyk, meteorologii, fizycznej geografii, estetyki itp., zastosowane do wieku i pojęcia tak młodych panienek, odczytywałem im stosowne dzieła w niemieckimi polskim języku itp., zadawałem ćwiczenia w stylistyce, a nawet i wiersze.

 

Gregorowicz będąc na trzecim roku prawa objął obowiązki w redakcji „Gazety Lwowskiej” prowadził jedynie lekcje u Franciszka Krattera, do czasu jego przeniesienia do Czerniowiec, do Bożego Narodzenia 1833 roku. W latach 1834-35 do Lwowa, celem dalszej edukacji córek, wróciła Leopoldowa Kratterowa. Lekcje ponownie objął Gregorowicz, a zakończyły się one ostatecznie przed wakacjami 1836 roku.

 

 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  65 890  

Ulubione strony

genealogia

Statystyki

Odwiedziny: 65890
Wpisy
  • liczba: 196
  • komentarze: 45
Galerie
  • liczba zdjęć: 187
  • komentarze: 10