Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 556 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


ROK 1786. NOWY DOM W DORNBACHU

wtorek, 30 listopada 2010 15:41

Pół dnia siedział w Kuryłówce na zwalonym przez piorun drzewie naprzeciw kuźni, po drugiej stronie drogi. Hipnotycznie wpatrywał się w ogień rozdmuchiwany miechem. Bez cienia myśli. Stukot młota w głowie. Ktoś podprowadził konia, podniósł kopyto, przyłożył podkowę, uderzył młotem. Wspomnienie kuźni w dalekiej, rodzinnej wsi przywróciło go do rzeczywistości.

*

Wrócił świtem do Dornbachu. Anton miał już niewielki kawałek gruntu, drugi za szkołą. Tam miał stanąć dom „nr 3”. Franz, jako gospodarz z rodziną, dostał dużo więcej; ponad 50 morgów. Tylko grunt szkolny był większy.

Został sam. Mały piegus przepadł. Nie wiedział co będzie dalej robił. Zaczął budować dom, dom z numerem dziewiątym.  Należał do tych, którzy skorzystali ze wszystkich udogodnień przewidzianych dla osadników. W dokumentach wpisywano mu „colones”, co przysługiwało przybyszom spoza krain austriackich. Anton jechał za nim. Ziemię w Dornbach dostał przypadkiem.

Za sąsiadów mieli Beigerta, Jose, Burdę. Dalej gospodarzył Tyk, Reising i Hoffman. Później do roku 1812 pojawiły się nazwiska Wagner, Bilger, Heinrich, Bauer, Neu.

*

We wszystkich koloniach tworzonych w oparciu o patenty cesarza Józefa II postępowano podobnie. Określano szczegółowo liczbę zagród, wielkość gospodarstw, liczbę niezbędnych rzemieślników. Dostarczano na miejsce odpowiedni budulec. Każda kolonia obejmująca co najmniej 6 rodzin miała być możliwie jednakowego wyznania. Przed urządzeniem parafii była zakładana szkoła. W zależności od stanu majątkowego poszczególnych kolonistów takie też otrzymywali oni przydziały ziemi. Zamożniejsi mogli liczyć na ziarno do zasiewu. Otrzymali je w 1786 roku. Gminom natomiast przydzielano pastwiska. Początkowo parcelowano grunty już zagospodarowane, lecz w miarę napływu kolonistów do dzielonych obszarów włączano pastwiska, moczary, karczowiska.

Gospodarstwa były przeważnie nieduże. To sprawiało, że życie osadników nie układało się dobrze. Nie było przypadku w powstaniu wierszowanego przysłowia:

 

Die ersten ward der Tod, Die zweiten litten Not, Erst die dritten hatten Brot.

Dla pierwszych była śmierć, Drudzy żyli w biedzie, Dopiero trzeci mieli chleb.

 

*

Już w 1783 roku kapitan von Riedheim z urzędu okręgowego w Rzeszowie komentując spór osadników z Reichsheim-Sarnowa z Janem Hladky’m pisał:

 

Nie jest prawdopodobne, iż niemieccy osadnicy, którzy w swoim kraju większe posiadają tereny, których sposób życia i ubioru o wiele przewyższa tutejszych rolników i którzy posiadają wiele dzieci, będący tu w posiadaniu tak małego terenu (na którym znajduje się: dom, ogród, łąki, pola uprawne i nieużytki) potrafią w przyszłości sami z niego wyżyć a co dopiero płacić podatki: dlatego może dojść przypuszczalnie do biedy, upadku albo ucieczek. 

 

Niewielka liczba rzemieślników budowlanych spowodowała przedłużanie czasu pozostawania osadników w tymczasowych kwaterach; często w stodołach i w oborach z bydłem. Pośpiech w budowie i niedbałość urzędników sprawiła, że domy były drogie a równocześnie niedbale wykonane. Pierwszy zasiew nie był udany. Zimą 1786/1787 rządy we wsi, ale także niemal w całej Galicji, przejął głód. Dornbach uratowały pobliskie lasy. Jeszcze latem osadnicy zebrali drewno, jagody, maliny, jeżyny, grzyby. Mimo trudności do roku 1812 w Dornbachu były już 34 rodziny i 170 mieszkańców.

*

Przez kilka wiosennych tygodni Franz zbudował dom. Duży, dwutraktowy, z oknami o profilowanych obramowaniach, z gzymsami okapowymi na zewnątrz. Na zewnętrznej ścianie znalazło się miejsce dla stiukowej figury św. Jana i aniołów. Dom był wielokrotnie przebudowywany; murowany zastąpił drewniany. Pojawiła się półkolista wnęka z oknem, które wychodziło na ogród z tyłu, a dalej w kierunku nadrzecznych zagonów.

Kto miał w tym nowym domu zamieszkać? Franz siedział sam w pustej kuchni do późnego wieczora. Nie chciało mu się rozpalić w piecu. Wieczorem poszedł przez porośnięte chwastami, krzakami, trawą, ostami, czerwonymi makami pole na brzeg Złotej. Rzeka kręciła się pomiędzy drzewami, delikatnie uderzała o przeciwległy brzeg, zawijała się pod drewnianym kościołem Potockich. Przyjeżdżał tam raz w tygodniu ksiądz z Leżajska.

Chłód i zmrok wygonił go z powrotem pod dach. „Dornbach nr 9” – taki adres wpisywano Franzowi od tej pory w księgach metrykalnych. Rzucił się na pachnące żywicą wielkie, drewniane, małżeńskie łóżko. Wróciły myśli o ojcu w dalekich Niemczech. Zasnął.

*

Nazajutrz wstał późno. Dornbach tętnił już życiem. Nowe domy, nowi ludzie. Jedni kończyli bielenie ścian. Kilka było błękitnych. Tam były córki. Wkrótce przed tarnawieckim ołtarzem oglądał pierwsze śluby w nowej ojczyźnie.

Inni zakładali ogródki. Jeszcze inni myśleli o sadzie i jabłoniach. Ci pierwsi zdążyli przeorać pola i rzucić w ziemię pierwszy zasiew.

Domy stały zwrócone szczytem do głównej drogi po jej lewej stronie. Pokryte były dwuspadowymi dachami ze słomy i gontu, połączone w jedną całość ze stajniami. Poza drewnem do budowy użyto chruścianej plecionki i cegieł. Od drogi nie stawiano ogrodzeń. Franz i sąsiedzi sadzili między domami a ciągnącymi się wzdłuż drogi rowami drzewa owocowe i lipy.

*

Anton i Franz mieli dwa konie, mieli pługi, dwie krowy, świnię. Franzowi nic się nie chciało, ale to Anton klnąc ostro wygonił go z domu. Razem poszli w pole. Zaorali. Niech chociaż wyrośnie tam trawa dla tych kilku krów. Niech będzie ślad pracy gospodarzy. Nie byli rolnikami więc to wszystko było nowością. Wcześniej pracowali z ojcem, trudnili się rzemiosłem. Wychodzili w pole w lekkich butach, w spodniach pod kolana, w jasnych pończochach. Ślizgali się w błocie. Potem podpatrzyli sąsiadów z Kuryłówki i do prac w ziemi zaczęli się ubierać podobnie do nich.

Mieli czym pracować. Kilka tygodni temu austriaccy urzędnicy przywieźli do osady sprzęty gospodarcze. Franz wrzucił do komórki motykę, łopatę, kosy do trawy i owsa, sierpy, widły do gnoju i do siana. Ze smutkiem patrzył na stojący w izbie kołowrotek i przęślicę z wrzecionami. W stajni zawiesił uprząż dla konia. Na podwórcu stanął wóz. Z boku leżał pług i brona. Nie zapomnieli nawet o kamieniu do ostrzenia kosy.

*

Historia osadnika Hausnera wędrującego do józefińskiej kolonii Dornbach pod Leżajskiem jest próbą odtworzenia emocji, uczuć, motywów podejmowanych decyzji, szczegółów rodzinnego życia. W tej sferze jest zaledwie wyobrażeniem, domysłem, często trudnym do sprawdzenia tropem. Równocześnie relacjonowane wydarzenia niosą w sobie opis miejsc, dokumentów, sytuacji zaczerpniętych z opracowań, które też składają się na historię rodziny. Blisko sto lat imiona w kolejnych pokoleniach brzmiały w języku niemieckim: Franz, Katherina, Anton, Johann, Heinrich, Marghareta, Elisabeth, Joseph, Karl, Jakob. Osadnicy bardzo długo żyli we własnym świecie utrzymując kontakty z sąsiadami z pobliskich kolonii, tam szukali żon i mężów, pomiędzy sobą świętowali. Najszybciej zaczęło się to zmieniać w koloniach katolickich, w tym w Dornbach i Fehlbach.


  


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

ROK 1786. BUDOWA KOLONII

sobota, 27 listopada 2010 21:10

Po przybyciu osadników na wskazane miejsce osiedlenia przeprowadzana była parcelacja dóbr kameralnych i rozpoczynała się budowa kolonii. Kształt wsi i rodzaj budynków był ustalany przez Administrację Domen po przedłożeniu planów zasiedlenia wraz z odpowiednimi projektami. Określano następnie szczegółowo liczbę zagród, wielkość gospodarstw, liczbę niezbędnych rzemieślników. Dom najczęściej składał się z dużej izby mieszkalnej, komory, sieni z kuchnią, małej komórki oraz stodoły i stajni na 6-8 zwierząt. Dostarczano również na miejsce odpowiedni budulec. W budowie osady obowiązywały szczegółowe instrukcje.

*

W 1786 roku nakaz cesarski zobowiązał kolonie do tworzenia szkół. Utrzymanie w wysokości 15 koron od dziecka spoczęło na gminie. W brakującej części środki finansowe przezywało państwo. Stosowne uposażenie i przydział ziemi otrzymywał nauczyciel. Najlepiej była zaopatrzona karczma, często z podwójnym przydziałem gruntu, stając się równocześnie ważnym źródłem dochodów skarbowych.

*

Mała ilość rzemieślników przedłużała prace budowlane. Osadnicy pozostawali dłużej w tymczasowych kwaterach. Pośpiech w budowie i niedbałość urzędników sprawiła, że domy były drogie a równocześnie niedbale wykonane.

*

Do października 1785 roku powstało 101 osad z 2133 rodzinami, w tym 893 rzymsko-katolickimi. Gotowe były 1883 domy, 154 były w budowie, a jeszcze 96 planowano. To nie pozwalało przyjąć wszystkich rodzin. Osiedlono zaledwie 3 nauczycieli i 1 akuszerkę.

*

Nad wszystkim czuwały urzędy gospodarcze. Wśród kolonistów można wyróżnić trzy kategorie: uprawnionych uprzywilejowanych (korzystających ze wszystkich świadczeń), uprawnionych nieuprzywilejowanych i nieuprawnionych. Ci z ostatniej grupy przybywali na własne ryzyko, bez prawa do zaopatrzenia pieniężnego, często wędrując za rodzinami. W latach 1782-1814 powstały 184 kolonie (w tym 55 mieszanych narodowościowo), w których zamieszkało około 20 tysięcy ludzi.

*

Kolonia była zobowiązana do opłaty czynszowej, którą wyliczano w oparciu o cenę targową zboża w najbliższej okolicy ze zbiorów w trzech ostatnich latach. Wnoszono ją w gotówce lub w zbożu. W roku 1789 dla kolonii Dornbach przyjęto ceny zbóż w wysokości przeciętnej w relacji do innych kolonii: pszenica 2 złote reńskie 59 krajcarów, żyto 2 złr. 7 kr., jęczmień 1 złr. 45 kr., owies 1 złr. 59 kr


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1786. "VIDUUS"

środa, 24 listopada 2010 18:04

Przenocowali w Podgórzu. Dalej ruszyli cesarskim traktem przez Tarnów, Pilzno, Rzeszów. Po dwóch milach nieco pagórkowatej drogi przywitał ich Łańcut. Franz nie wiedział, że przed wiekami król Kazimierz Wielki sprowadził tutaj Bawarczyków z Landshut. Tutaj zjechali z głównego gościńca i w Leżajsku przekroczyli szeroko rozlany San. Inni toczyli swoje wozy dalej: do Przeworska, Jarosławia, Radymna, Przemyśla, Jaworowa, Lwowa. Kilkakrotnie zatrzymywali ich austriaccy żołnierze. Żądali okazania paszportu.

Na terenie Galicji od 1773 roku obowiązywało zarządzenie gubernatora Antona Pergena. Władze austriackie chciały ograniczyć w ten sposób wędrówki osób podejrzanych, włóczęgów. Wojsko miało polecenie zatrzymywania osób nie posiadających świadectw, „którymi by każdego czasu wywód z siebie dać mogli, że nie są błąkającymi się albo podejrzanymi”.

*

Leżajsk leżał na wzgórzu wznoszącym się nad Sanem. Po zniszczeniu w czasach XVII-wiecznych wojen i budowie nowego miasta zapełnił się ludnością żydowską. Dla przeciwwagi istniał otoczony murami i basztami obronny klasztor OO.Bernardynów. Miasto w czasach naszej opowieści było własnością Wojciecha hr. Miera (1751-1831), wroga Konstytucji 3 Maja i targowiczanina.

Wjeżdżając do miasta Franz minął cmentarz. Właśnie zaczął się on napełniać grobami osadników. Miejsce spoczynku znaleźli tutaj w następnych latach Graffowie, Biedermannowie i inni. W 2003 roku widziałem nagrobek ks. Józefa Graffa (1798-1880) kanonika i proboszcza leżajskiego.

Wóz Hausnerów przejechał traktem łańcuckim przez Rynek w kierunku Niska obok klasztoru Bożogrobców, a zabudowania OO. Bernardynów wędrowcy widzieli z drogi przez Stare Miasto, osadę powstałą na terenie dawnego leżajskiego grodu obronnego. Dalej była przeprawa przez płytki i pokryty piaszczystymi łachami San.

*

Dolina Sanu to szerokie obniżenie spowodowane przez erozję rzeczną. San płynie tutaj po najniższym tarasie zalewowym, a rzeka ma liczne meandry. Od wschodu dolina przechodzi w Płaskowyż Tarnogrodzki, z sosnowymi, mieszanymi z olchą i dębem, lasami. Wśród nich znalazły swoje miejsce liczne osady. Stamtąd, spod Majdanu Sieniawskiego, z okolic Dobropola i Osówki, wypływa rzeczka Złota o piaszczystym dnie. 

*

Przy pierwszych chałupach Kuryłówki Franz poczuł wiosenny powiew. Był marzec roku 1786. Minęli folwark tarnawiecki. W oddali widać było ścianę lasu ciągnącego się aż do rzeki Tanew i wzgórz Roztocza. W prawo piaszczysta, niezbyt uczęszczana droga znikała wśród pól nad Sanem. Potem wędrował tam wiele razy w stronę Rzuchowa i Piskorowic. Po lewej stronie drogi wznosiły się już ściany pierwszych domów. Beigert mówił mu jak ma się nazywać ich nowe miejsce. Tak jakoś kolczasto, cierniowo. „Dorn”. Stanęli. Za domami, aż do krętej rzeczki, ciągnęły się świeżo zaorane pola. Przy drogach, w miedzach, wyrastały krzaki tarniny. W brzeg korzeniami wrastały stare olchy. Przy drogach dochodzących do lasu rosły jeżyny. Ta nazwa! Dornbach, Cierniowy Potok.

*

Wóz Franza był ostatnim, który dotarł nad rzeczkę Złotą. Dwadzieścia rodzin osadników od kilku dni obserwowało mierniczych dokonujących parcelacji dóbr kameralnych. Kształt wsi i rodzaj budynków był ustalony przez austriacką administrację  po przedłożeniu planów zasiedlenia wraz z odpowiednimi projektami. Mieszkali tymczasowo w zabudowaniach folwarku albo w Kuryłówce. Byli też później tacy, jak cieśla Johann Heinrich Schönborn, który czekał w Leżajsku od września 1786 r. Skąd przybywali? W dokumentach dotyczących Leżajska czytamy kalejdoskop miejscowości: Bach w powiecie Biebrich, Reichenberg i Dollesheim w powiecie Posenheim, Theilscheim w Palatynacie, Bieber, Dalsheim, Gundheim bei Worms, Kaichen, dziesiątki innych. 

*

Franz ustawił wóz na początku wsi, w pobliżu miejsca gdzie miała być budowana szkoła. Nie chciał nigdzie jechać. Nie szukał tymczasowego miejsca pobytu. Liczył na ciepłe podmuchy wiosny. Tymczasem przez kilka nocy ledwo kiełkujące zielone pędy traw i krzewów ścinał mróz. Żonę znowu trawiła wysoka gorączka. Nic nie pomagało: ani grube derki, ani gorące kamienie w nogach, ani płonący w pobliżu wozu przez całą noc ogień. W połowie kwietnia poroniła. Żyła jeszcze trzy dni. Jej mogiła z metalowym krzyżem była pierwszą w niemieckiej części tarnawieckiego cmentarza.

Franza dopadły koszmarne myśli. Nie widział już dla siebie miejsca. Wrócić nie miał gdzie bo zgodnie z patentem cesarskim spieniężył cały majątek. Myślał o zaciągnięciu się do wojska. Kilka dni błąkał się wzdłuż brzegu Sanu, na podmokłych łąkach Zasania. Noce spędził w karczmie w Kuryłówce gdzie siedział nad szklanicą wódki, maczał w niej chleb i nie rozumiał nic z tego co gadali jego przypadkowi kompani. Przegonił dziewkę w ledwie związanej na piersiach płóciennej koszuli.

*

Prawdopodobieństwo takich zdarzeń wynika z zapisu w późniejszych aktach metrykalnych, gdzie Franz występuje jako „viduus”, wdowiec. Musiał do Dornbach przyjechać z żoną, która szybko zmarła. W pierwszych stu osadach była zaledwie jedna akuszerka, więc mogło zabraknąć fachowej pomocy. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1786. NA TRAKCIE CESARSKIM

niedziela, 21 listopada 2010 12:47

Piegowaty chłopiec jechał „nielegalnie”, ale jakoś nikt nie zwracał uwagi na gadatliwego ośmiolatka. Ruszyli dalej w drogę. Jechali traktem cesarskim. Przejeżdżali przez podobne do siebie miasteczka. Rynek ze studnią na środku, figura św. Floriana chroniącego przed pożarem. Drewniane domy z podcieniami. Nieduży ratusz i piękny kościół. Niedaleko karczma. W dzień targowy Franz widział jak place zapełniały się kramami, chłopskimi wozami, przekupniami, bydłem i trzodą pędzoną na sprzedaż. Prowadziły go koleiny głównej drogi. Nad wejściami do domów wisiały znaki rzemieślników – szewców, krawców, rzeźników. Boczne drogi odchodzące od rynku były zapylone i błotniste, ginęły zaraz za ostatnimi domami.

*

Przed Kętami stanęli w przydrożnym zajeździe. Żona potrzebowała płótna do naprawy zniszczonych już podróżą ubrań i grubego sukna do okrycia w chłodne dni. Gościnny właściciel zajazdu polecił im jednego ze znakomitych sukienników w Kętach.

*

Mijali tajemnicze, nieznane miasteczka: Andrychów, Wadowice, Kalwaria. Tutaj stanęli ponownie. Musieli odpocząć. Żona blada, z kroplami potu na skroniach, z wypiekami na policzkach czuła się bardzo źle. Po krótkiej rozmowie z Antonim postanowili na kilka dni znaleźć miejsce u stóp bernardyńskiego klasztoru. Może modlitwa do Matki Bożej, którą spostrzegł na obrazie w głównym ołtarzu pomoże?. Kalwaria była miastem pielgrzymów, stąd mnogość karczem i domów zajezdnych. Z wygodnym miejscem do odpoczynku nie było problemów, zwłaszcza, że Franz miał pieniądze. Przybyli w środku tygodnia. Wokół klasztoru panował spokój i kojąca cisza. Żonę pozostawił w zajeździe, a sam poszedł do kościoła. W ławkach siedziało kilka kobiet, w kwiecistych spódnicach, wyszywanych gorsetach, chustach zarzuconych na ramiona. Usiadł w ostatniej ławce. Słyszał powtarzaną głośno modlitwę, ale nic z niej rozumiał. Szeptał po swojemu.  

*

W Kalwarii rozstał się z rodziną Beigert. Od początku jechali wspólnie. Oni pojechali dalej. Wiedział, że mieli znaleźć się w tej samej osadzie budowanej pod Leżajskiem według wskazań austriackich urzędników.

*

Szkic możliwych wrażeń z podróży po tej granicznej ziemi zapisał Walerian Kalinka w końcu XIX wieku.

 

Andrychów, Kenty i dwa miasta na granicy galicyjsko-austryackiej leżące Biała i Bielsk, mają i pozór zewnętrzny dość piękny, domki schludne i przemysł w nich górujący. Mianowicie w dwóch ostatnich, fabryki z kominami machin parowych, kilkupiętrowe domy świadczą o zamożności mieszkańców i o siedzibie przemysłu. Ludność jest tutaj w większości niemiecka, a nawet w wioskach pobliskich Lipniku i Kamieńcu. Lecz im dalej od granicy zachodniej, tem bardziej zaciera się ślad pierwotnego pochodzenia, lubo i tu zdarzają się nieliczne osady niemcow lutrów, sprowadzone po wydaniu edyktów kolonizacyjnych Józefa. W wolności przybysze, jeśli do okoła otacza ich polska ludność, przyswajają się prędko, przyjmują mowę i obyczaje polskie, a zostają przy tradycjach dobrego gospodarstwa i porządku, które nadają powabniejszą fizjonomię okolicy .

*

Dwa tygodnie musieli Hausnerowie czekać u stóp kalwaryjskiego sanktuarium na powrót żony Franza do zdrowia. Potem ruszyli do Podgórza nad Wisłą. Minął ich pędzący dyliżans. Trakt prowadził przez Izdebnik i Mogilany. Na krótką chwilę zatrzymali się na wzgórzu obok mogileńskiego kościoła. Na północ ciągnęła się dolina Vistuli. Widzieli na zalesionych wzniesieniach wieże klasztorne, a dalej szczerbate baszty jakiegoś zamczyska. Pogonił konie. Wóz potoczył się w dół do Podgórza. Nie było tam żadnych okazałych budynków, bardziej osada wiejska niż miasto.

*

Ponad nim wzgórza „rzeźbione kapryśnymi uskokami podłoża, przeglądającego spod cienkiej pokrywy ziemi białymi plamami wapiennych skał, schodziły stokami pagórków aż po drewniane ogrodzenia podmiejskich domów”. Do niedawna austriacki komisarz cyrkułowy urzędował we dworze w Ludwinowie, który minęli w południe. Droga wcisnęła się pomiędzy wapienne skały i brzeg rzeki. Uprawne pola przecinał trakt wielicki, a wzdłuż Wisły biegła wąska droga do Płaszowa i Niepołomic. Z Wilgi do młyna u stóp Krzemionek prowadził uchodzący do Wisły kanał.

*

Dookoła panował ruch. W różnych miejscach stawały nowe domy, krzątali się murarze i cieśle. Budowali się kupcy – Lewiński, Klugesicz, Buchmüller, Mayer, Kotzal, Bartsch, Haller. Zajazdów było aż pięć. W swoje progi zapraszał Majewski, Szymański, Basista, Bossowski i Szeliga. Gdyby nie podróżny paszport to Franz mógłby się tutaj zatrzymać na dłużej. Po drugiej stronie rzeki wyrastały wieże kościołów i zamku dużego, starego miasta. Widać było pozostałości fortyfikacji, baszty, kamienice. Cracovia. Brzegi rzeki łączył dziwaczny, pływający most. Z bliska miasto nie było tak zachęcające, o czym później pisał Jan Dominik Österreicher do wnuka Karola Estreichera:

 

Była to wtedy malutka mieścina. W dwóch tysiącach blisko kamienic mieściło się niespełna dziesięć tysięcy mieszkańców, opustoszałe gmachy, opleśniałe mchem i wilgocią, pozostawione na siedlisko strachów i duchów lub na pomieszczenie załogowego i przychodowego żołdactwa, które (…) wydzierało zgłodniałym ostatni kęs czarnego i łzą oblanego chleba (…) Poszczerbane wieżyce, baszty i bramy utrzymywały się na urągowisko niedołężnemu wiekowi…


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROK 1786.PRZEZ BRAMĘ MORAWSKĄ

sobota, 20 listopada 2010 16:56

Żona wkrótce miała urodzić syna. Franz był pewien, że to będzie syn. O wnuku marzył pozostawiony w dalekim rodzinnym kraju ojciec. Starszy brat miał wziąć gospodarstwo, ale nie miał dzieci. Wybrali  imię dziecka: Heinrich. Wiedział, że ojca i brata już nie zobaczy.

*

Pogoda była paskudna. Czuł jak wilgoć klei mu się do twarzy. Miał wrażenie, że kłęby mgły są częścią jego samego. Rozjeżdżona, błotnista droga prowadziła górską doliną. Kilka godzin wcześniej minął czeski Ołomuniec. Teraz pomiędzy pagórkami otwierał się dla niego nowy świat, świat do którego w końcu 1784 roku zachęcali go cesarscy werbownicy. Żona niepokojąco zakaszlała. Anton przysypiał. Było szaro, słońce niedawno wstało, poranna mżawka przygnębiająco opadała na płachtę rozpiętą nad wozem, na plecy, na włosy, na policzki. Panował półmrok.

Zanim się spostrzegł wstąpił na ziemie tej części dawnej Rzeczypospolitej, która teraz była jednym z cesarskich krajów austriackich. Jak go nazywano? Lodomeria, Halicja, Galicja?... Mijał trzydziesty dzień wędrówki z Wiednia. Zatrzymali się na wzgórzu. W dole, nad rzeką widoczne było miasteczko. Inne, nie takie jak widział do tej pory. Nazwa trudna do wymówienia: Biela, Biala? Biała. Po drugiej stronie rzeki było Bielitz, na terenie austriackiego Śląska. Z białego płótna żona odwinęła ser, mięso, placek. Zjedli.

Zapatrzył się w treść podróżnego paszportu. Napisano w nim:


Universis & singulis antelati Regni Galiziea & Lodomeriae, Liberarumque & Regiarum Civitatum, Oppidorum item provilegatorum Magistratibus, nec non Praesidorum commendantibus & Praefecturis militaribus, sed & alterius cujusunque Status, gradus, Conditionis & Praeeminentiae Hominibus Praesentes visuris, lecturis, aut legi audituris amicam respective Officiositatem, Salutem & omne Bonum: Siquidem Exhibitor Praesentium 

F r a n c i s c u s   H a u s n e r

Characteris sui Agricola e Loco Freudenberg oriundus 28. – annorum mediocri staturae oblongae faciei fa.eor. capillorum caeruleor. Oculorum incurvanti nasi sequentem scripturae characterem habens ignarus

una cum Anna suaq’et illia Uxore

abhinc Galiziam sig. ad Locum Kurylowka… tui Lezajsk .


Taka mogła być treść tego dokumentu. Oczywiście dodane imię Anna jest tylko fantazją. Wyżej przytoczony tekst w oryginale jest paszportem Georga Hotza osiedlanego w roku 1803 w miejscowości Apatin w węgierskim Komitacie Batschka. Freudenberg w Górnym Palatynacie jest tylko jednym z wielu domniemań pochodzenia urodzonego w roku 1758 Franza Hausnera.

*

Mieszkańcy morawskiego pogranicza pamiętali marsze i kontrmarsze wojsk austriackich wzdłuż śląskiej granicy latem 1778 roku. Z niepokojem patrzyli na każdy wóz jadący na północ.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  63 716  

Ulubione strony

genealogia

Statystyki

Odwiedziny: 63716
Wpisy
  • liczba: 195
  • komentarze: 38
Galerie
  • liczba zdjęć: 187
  • komentarze: 10